chrisopherkaplan - 2019-04-19 16:00:41

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/4823000/4823104/629706-352x500.jpg

Oto dane książki:
Robinson Kruzoe - Stanisław Stampf’l (na podstawie Daniela Defoe)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 1967
liczba stron: 423

Książka ta była właściwie moją pierwszą, poważną książką, którą przeczytałem samodzielnie - i nie powiem - jednym tchem.
O przygodach Robinsona Kruzoe dowiedziałem się z opowiadań taty, który zimowymi wieczorami czasami snuł różne opowieści, a szczególnie gdy byłem zaziębiony i leżałem w łóżku. Słuchałem tych opowieści - w których przewijały się rozgrzane słońcem plaże kolorowych atoli, palmy, chłodna morska bryza i nieogarnięta przestrzeń bezkresnych oceanów - byli - a jakże również piraci (berberyjscy, a później i angielscy!), którzy uwięzili Robinsona. Ale od czegóż przemyślność bohatera - nie tylko uciekł, ale jeszcze porwał łódź, płynąc na południe Afryki, gdzie w okolicach Wysp Zielonego Przylądka podjął go zdążający do Indii Zachodnich statek kupiecki.
(tak na marginesie - śledząc obecnie wyprawy statków i podążających ich tropem piratów - to właśnie Wyspy Zielonego Przylądka były tym miejscem zwrotnym, gdzie wiały pasaty i najszybciej płynęło się dalej albo do Indii Zachodnich, lub Wschodnich)

To wszystko rozpalało, moją wyobraźnię, nie mniej niż gorączka choroby, a pewnie nawet bardziej. I od tego czasu morskie klimaty stały się dla mnie niemal obsesyjne.
Gdy kiedyś przechodząc przez miasto na lekcję gry na instrumencie, ujrzałem kątem oka, w przelocie, w witrynie mijanej księgarni tę właśnie książkę, z ze statkiem na okładce i kolorową papugą - stanąłem jak wryty, nie mogąc przez chwilę złapać oddechu.
Oczywiście, o lekcji gry nie było już mowy, ale jako mały dzieciak nie nosiłem ze sobą pieniędzy (wiadomo, starsi wymuszali na maluchach, ha, ha) - wyrwałem pędem do domu po gotówkę i natychmiast po zakupie pogrążyłem się cały w lekturze.
Kolejne dni i miesiące, to "marzenia na jawie" - w każdej chwili i każdemu opowiadałem przeczytane historie - cytowałem wypowiedzi, opowiadałem co Robinson zrobił by w podobnej sytuacji - po prostu żyłem nią długo. Nawet koledzy z podwórka nazywali mnie "Robinson".
A gdy na końcu, w posłowiu autora przeczytałem, że Wyspa Tobago, gdzie akcję książki umieścił Stampfl, mogła należeć (poprzez lennika, Księcia Kurlandii) do Rzeczypospolitej, a Robinson, mógł przez ten czas być poddanym Polskiego Króla - to moja wyobraźnia, również ta historyczna - "zaszalała" - czego skutki odczuwam chyba do dzisiaj  :ar:
Szkoda, że później książka stała się lekturą szkolna dla klas IV - bo to zepsuło jej odbiór - stała się czymś co "musisz"....
Niezależnie od tego - polecam, czasami do niej wracać.... jest jak balsam, na obolałą współczesnością duszę....

www.ninjabatlle.pun.pl www.etipb.pun.pl www.seniorzywg.pun.pl www.llb.pun.pl www.cojclangnr.pun.pl